Krok 2. HOME OFFICE czyli „praca domowa” – cyfrowi pasterze.

Od początku marca 2020 każdy jest ekspertem w home office :):) . Polacy i obywatele wszystkich narodów przyblokowanych (lockdown) w domach przechodzą przyspieszony kurs pracy zdalnej, zdalnej nauki i zdalnej władzy. Wiele autorytetów wzywało we wcześniejszych latach do wdrażania projektów i onlajn programów, ale nie było „woli politycznej”, chęci a więc i pieniędzy. A teraz w ciągu zaledwie kilku dni – wszystko musimy uruchamiać. Hurra! Niech żyje social distancing!
Na tym powinienem zakończyć dzisiejszy wpis, ale oczywiście tego nie zrobię. Pociągnę to jednak dalej, aż do samego końca tego wpisu.

Home office1
2020.03 Już kupiłem maszynkę do strzyżenia włosów i brody

Od kilku miesięcy pracuję w domu jak i większość Polaków od kilku tygodni. Jestem do tego przyzwyczajony z mojego poprzedniego „okresu konsultingowego”, Wykształciłem w sobie kilkanaście lat temu umiejętność skupienia się na kwadrans, 30 minut czy 60 minut, umiejętność pracy w każdych warunkach, w szumie, hałasie, w kawiarni, w kolejce u lekarza.
Fakt, w kinie czy w teatrze da się pracować zdalnie – ale nie ma to sensu :). Właściwie, teraz nawet jest zakaz pracy w kinie – ale ja przecież nie o tym …
Dzisiaj nie ma potrzeby rozważać jak moga pracować zdalnie fryzjer, ratownik wodny czy masażystka, Zarezerwujmy ten obszar dla memów i poszukajmy im pracy w innych dziedzinach.

Oczywiście nie da się pracować intelektualnie w hałasie przez cały dzień, ale krótkie zrywy można ogarnąć. Wzorcem dla pracujących zdalnie, czy pracujących w domu są oczywiście cyfrowi nomadzi.

Kim jest cyfrowy nomada / cyfrowa nomadka

Cyfrowi nomadzi, to są tacy nowocześni pasterze, którzy mogą swoje cyfrowe wielbłądy albo owieczki wypasać na cudzej łące, wygodnie siedzący na wygodnej (hotelowej lub kawiarnianej) kanapie. Wielu millenialsów marzy o tym aby podróżować i pracować zarabiając pieniądze na podróże, które prowadzą nas do kolejnego miejsca pracy, w którym da się zarobić na następny wyjazd najlepiej w końcu zarobkowy, bo trzeba mieć na bilet do następnego raju, w którym trzeba będzie pracować etc… Wyobrażenie o tym jest takie, że siedzą sobie na plaży, pod trzcinowym parasolem, zasłaniającym troszeczkę słońce padające na ekran laptopa, na wygodnym fotelu na plaży i popijając tanie piwko lub droższą margaritę z parasolką, wsłuchując się w szum fal nieoddalonego morza nomadki/nomadzi opowiadają stories, dla tych, którzy siedzą w blokowiskach i ze strachu nie odważyli się wyściubić nosa ze swojego osiedla czy miasteczka lub gminy. Cyfrowych nomadów jest w Polsce kilkudziesięciu albo więcej, ale nie więcej niż 200 osób. Czasem mam wrażenie, że w tej grupie znają się wszyscy nawzajem jak łyse wielbłądy (sarkazm lajtowy), że każdy z ich gościł większość z pozostałych, i że mają taki challenge wbity w DNA cyfrowego nomadyzmu: kto odwiedzi więcej krajów..,
W czasach dzisiejszych jednakże, czy spali na Bali czy w Sajgonie, czy spali w Pile i pili w Spale, gdziekolwiek są – łapią obowiązkowy socjaldystans i uprawiają social connecting.

Cyfrowym nomadem jest także popularny w Europach Wschodniej i Zachodniej konsultant (pasterz internacjonalista), który wykonuje swoją pracę w korporacjach, w różnych krajach, robiąc to, czego nie potrafią wykonać pracownicy tych firm (owieczki) za pieniądze, o kórych ci pracownicy mogą tylko pomarzyć. Często konsultant jest jednocześnie mentorem albo wręcz coachem dla szefa, managera czy właściciela firmy, bo pokazuje inną perspektywę ( cudze łąki) i możliwość lepszego biznesu (sprzedaży wełny lub wypasania owieczek) albo akwizycji (przyłączenia innego stada owiec).

Praca gdzie indziej

Praca zdalna, to jest wykonywanie pracy gdzie indziej niż zwykle – powiedziałbym nawet, że w pewnym oddaleniu albo (sarkazm) w socjaldystansie od codzienności.
Nasz rząd uważa, że ma lepszą definicję, tego czym jest praca zdalna, ale nie będę o tym teraz pisać.
Na delegacji, w hotelach – to jest praca zdalna.
Na kolanach, na konferencji, na szkoleniu : to praca zdalna.
W otwartej kawiarni : to może być praca zdalna ale nie musi… bo jeśli tam pracujesz regularnie – to nie jest praca zdalna, tylko „I love that place❤”..

A w domu (ang. home or castle) to czy to jest praca zdalna ?
Jeśli:
– nie masz zamka w pokoju,
– siedzisz na kanapie albo na łóżku,
– co chwilę słyszysz denerwujące dźwięki domowników ( np. mruganie oczyma czy unoszenie brwi albo skrzypienie stawu łokciowego),
– nie możesz się skupić, bo pralka i zmywarka za głośno pracują,
– dzieci wołają „Mamo? co robisz ?” „Tato? Co robisz ?”, „ipad się zepsuł” albo potrzebują akurat teraz komputera albo drukarki,
– laptop grzeje ci kolana,
– za plecami masz nietypowe obrazki albo „sajgon” lub tzw. „bajzel” czy „pierdzielnik”, który odkrywasz po kilku tygodniach na zdjęciach z telekonferencji, w których brałaś/brałeś udział,
– przyglądasz się sobie na ekranie zamiast w lustrze,
– zjadasz dowolną zawartość talerza na biurku,
– nie masz miejsca na kubek kawy lub earl grey,
– warczysz jak pies albo miauczysz jak kot,
i błagasz o dowolny, byle szybki koniec ogólnonarodowej kwarantanny,
to jest właśnie:

Home (Work) Office.

Jak się w tym ogarniam ?

1. Płaska Przestrzeń do pracy – ergonomia

Muszę mieć płaską przestrzeń pod laptopem lub klawiaturą kompa. Kawałek stołu, deskę, biurko, deskę do prasowania. Miejsce na kubek i talerzyk.
Kolana nie nadaja się na dluzsza metę jako stolik, bo zagrzeją się i wyparuje woda z kolana i ze stawów i się zrobi reumatyzm. Albo artretyzm.
(Sarkazm: Naprawdę! Mówili w telewizji, że będzie artretyzm! No w tej TV, co rano nam wszystko mówi co mamy robić i jak, albo na jutubie, nie pamiętam. NA PEWNO powiedział to KTOŚ znany CO WIE WSZYSTKO).

U mnie to wygląda tak:

Biurko
Moje wąskie biurko

2. Fotel / krzesło

Korpokrzesła są dobre. Jak możesz – zabierz lub odkup swoje z biura, lub wypożycz do domu…Mają kółeczka, oparcia na ręce, regulowaną wysokość. Pełna ergonomia.
Ja używam super fotelika obrotowego – bez regulacji wysokości (żal!). Kółeczka są tutaj zbędne, fajnie się kręci, zresztą w sypialni na dywanie się fotelem nie pojeździ 🙂

3. Monitor i stojaczek

Kupiłem sobie w Euro RTV AGD dodatkowy budżetowy monitor iiYama blackHawk GB2530, po to, aby nie mieć schylonej głowy w dół. I trochę większy ekran niż na laptopie. Muszę patrzeć poziomo, lub lekko w górę, żeby nie pogłębiać już zesztywniałych kręgów szyjnych, zwapnionych po latach pracy przy komputerze i na chińskich urzadzeniach mobilnych.

Mam też stabilny chiński stojaczek do telefonu lub tableta, ale pożyczyłem 80 letniej babci, bo jej palce drżały na tablecie jak go trzymala w ręku i nie zawsze trafiała w ikonki Messengera..

https://allegro.pl/oferta/uniwersalny-uchwyt-stojak-rock-na-tablet-telefon-7778687219

4. Zamek w drzwiach do pokoju

Zamka nie mam, ale by się sztaba przydała..

5. Kamera – BIG Brother

W moim laptopie DELLa mam wbudowana małą kamerkę, ale sprytny korporacyjny projektant umieścił ją na samym dole ekranu, dzięki czemu wytworzył dla mnie bezużyteczny gadżet w tym laptopie. Korpoprojektant zapewne oszczędził w ten sposób dwa dolary per unit ( koszt przylutowania i rozmieszczenia wiązki kabelków o długości 15 cm ). W arkuszu z oszczędnościami w skali globalnej na poziomie Grupy kapitałowej ten wynik był na poziomie 50-100 tysiecy USD (dostał premię w wysokości połowy tej oszczędności (sarkazm, do licha sarkazm).

Broda albo gardło
Home office w akcji

Ta kamera w dolnym pasku ekranu w konferencjach online pokazywała moje gardło, albo jak to mi napisał eufemistycznie host na telespotkaniu: „Marcin, dlaczego pokazujesz nam swoją brodę ?”. Był miły, nie powiedział nic o drugiej brodzie ani, że oczy wytrzeszczam jak gajowy przykucnięty za krzakami..

Zakleiłem kamerkę BIK-owym skrywaczem tożsamości i poszedłem na zakupy… 🙂

Kupiłem w x-komie nową kamerę. Logitech Webcam C920 HD Pro za 349 zł.
Wprawdzie tej kamerki co chciałem nie było i zbrakło w chińsko-polskim magazynie, bo cały naród najpierw kupował spirytus i żel, a równolegle leciał po nowe kamerki i laptopy,
Super kamerka, dobra jakość, fokusuje się na twarzy, zdjęcia dobrej home office-owej jakości – więc można się łączyć ze światem. Mam też mikrolampkę LED do pracy nocnej.

Ale wzrok to jedno – a co z pozostałymi zmysłami ?

6. Słuchawki i mikrofon

Słuchawki są niezbędne do uruchomienia zmysłu słuchu. Mam dobre, mięciutkie w dotyku słuchaweczki:)
Mam też dodatkowe głośniki Logitecha, do których wpinam się jak nikogo nie ma w domu i słucham głośno Spotify.

Do telekonferencji używam mikrofonu wbudowanego w lapka. Ale do podcastów ( modne słowo!) kupiłem ładnego i budżetowego Alctrona ( widać go nad kubkiem STAR WARS na zdjęciu biurka). Już go używałem i rzeczywiście fajnie zbiera dźwięki i ma dobrą charakterystykę przenoszenia częstotliwości.

7. Tło za plecami ( greenbox) i koszula

Tło za plecami jest ważne. W telewizji widać, że człowiek mądry w tle ma regał z książkami, człowiek porządny ma z tyłu białą ścianę lub okno na łąkę albo morze. Pozostali nie zwracają na to uwagi i włączają kamerę w domu, nie sprawdzając tła na kamerce albo… nie mają wyjścia:

Ja przewiesiłem dwa obrazki, odsunalem parownicę i wieszak. Na niektóre call-e zakładam marynarkę – ale dalej jestem w kapciach.

Jestem gotowy na social connecting.

7. Czujnik aktywności myśli i koncentracji

Nie mam takiego czujnika. Przydałby się – szczególnie na czas intensywnego działania.
Są takie czujniki już na rynku polskim. Prototyp takiego urzadzenia produkcji polskiej firmy testowalem na głowie. Napiszę o tym później…

W czasie koronaedukacji dzieciom uczącym się w domach przydałby się czujnik nauki i koncentracji zakładany na głowę i pokazujący nauczycielowi i rodzicowi, czy jego dziecko się koncentruje na zadaniach. Taki CZUJNIK działa na razie tylko w jedną stronę – czyta fale mózgu i wysyła dane do odczytu na ekran.

Zakładałbym taki czujnik także politykom np. w czasie posiedzeń parlamentu. Żebyśmy jako suweren poczuli co to jest realna kontrola narodu nad umysłami polityków.. 🙂

8. BHP i zdrowie psychiczne. WYŁĄCZ TELEWIZOR!

Moi znajomi dostaja ze swojej korpopracy kilkustronicową listę wszystkich możliwych chorób, na które może zachorować w domu – od zwyrodnienia kręgosłupa ( każdy ma jakieś pierwsze objawy) poprzez cieśń nadgarstka ( jeszcze nie mam), i migreny ( nikt się mi nie skarżył, ale pewnie migrenę to już ma cały naród).

Podobało mi się z korpoporad stałe i regularne otaczanie zielenią ( hop do lasu), przemywanie oczu ( byle nie spirytusem chociaż zabijałby wirusy!!) i masaże nóg i karku. A także przerwy w rozmawianiu przez telefon.
Z wymienionych chorób, które mogą nas spotkać w czasie home office nie było jedynie COVID-19 ale mamy to bardzo dokładnie opisane w TV i wszystkich możliwych internetach. Oglądając w materiale algorytm układania ręki i posuwania myszki na biurku, przypomniał mi się Dilbert i żarcik o zgłoszeniu niedziałającej myszki w service desku informatycznym. Kiedy szef idiota dzwoni i mówi, że nie może przesunąć kursora myszki w róg ekranu, bo jego myszka dotarła do skraju podkładki, złośliwy pies Dogbert z serwisu IT proponuje (poza rebootem) oczywiście „przesunięcie biurka” w celu restartu mouse pad-a.

Dekoronacja.
We wszystkich korporadach BHP zabrakło mi najważniejszej:
jak nie zwariować wobec zalewu pesymistycznych informacji, nieustającej, rosnącej żałoby i ogromnej niemocy.
A gdzie samospełniajace się “ wszystko będzie dobrze?” . Poza zaleceniami i informacjami od zaprzyjaźnionych medyków i inspirującymi artykułami na LinkedIn znalazłem takie próby nie zwariowania gdzie indziej – w szalonym wpisie na kobiecym blogu PaniSwojegoCzasu.pl. Nie wszystko w tym wpisie jest dla mnie, ale podpisuję się wszystkimi sprawnymi kończynami pod jego wydźwiękiem, a szczególnie pod ostatnim bardzo mądrym i trafnym spostrzeżeniem;
Umiejętność dyskusji w Polsce zanika. Może tu się uda ją odnowić”.

Czy wyczerpałem temat home office ? NIE !
Czy wyczerpałem Was ? NIE ??
Wyłączamy więc telewizory i przechodzimy do kolejnego etapu mojego publicznego porzucania życia korpo.
Czy w tym pandemonium ogarnąłem się i zorganizowałem ? Gdzie są moje cyfrowe owieczki i jaki ze mnie pasterz ? O tym w kolejnych odcinkach 🙂

Jak porzucić korporację w 10 krokach ?


Krok 3 – Organizacja pracy #startup w Nowej Normalności


2 thoughts on “Krok 2. HOME OFFICE czyli „praca domowa” – cyfrowi pasterze.

  1. Prawda, prawda i raz jeszcze prawda… ale ja się zmęczyłem i na dwa podejścia czytać musiałem, może dlatego, że mam już wdrożone mechanizmy obrony przed zastaniem się kręgów i innych części ciała. Moje osobiste 9 doświadczenie z wyżej opisanym procesem i poważne perturbacje z kręgosłupem kazało mi stanąć do komputera, w tym celu zbudowałem własne biurko oraz wypracowałem metody odświeżania ciała, umysłu i ducha w warunkach domowych – polecam Waszej cennej uwadze swój blog: https://aesthesir.zxstudio.pl, życząc zdrowia i sukcesów w zmiane trybu życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *